Napierdalanka na Kangchu

Niedawno w necie przeczytałem krótką zajawkę, o tym, jak to dwóch alpinistów z USA sprowadzało osłabioną mocno koleżankę z Brazylii z Kangchenjungi. Niby nic niezwykłego. Takich sytuacji w Himalajach jest na pęczki. Ale ta była znamienna tym, czym się skończyła, czyli mordobiciem.

Ale od początku. Cleo Weidlich z Brazylii schodziła ze szczytu Kangchenjungi mówiąc kolokwialnie, nieźle wycięta. Ślepła z minuty na minutę i na dodatek załatwiła sobie prawe kolano. Dowlokła się do obozu trzeciego na 7500 m z pomocą trzech Szerpów. Jej Szerpów. Następnego dnia objawy AMS u Cleo nasiliły się. Wyglądało na to, że ma rozwijający się obrzęk mózgu. Szerpowie dalej sprowadzali ją, ale częściej siedziała niż szła i jej naczelny, osobisty Szerpa zaczął przez telefon wzywać helikopter.  Ale to nie Alpy i śmigło tak wysoko nie mogło dolecieć. Musiała przemieścić się w dół. Raczej przemieścić niż zejść, bo to raczej ze schodzeniem nie miało wiele wspólnego.

Wspomniani na wstępie Amerykanie, próbowali zaaplikować jej dexę. Kobieta odmówiła (????). Po dłuższych przepychankach, koledzy wstrzyknęli dexę i wio na dół do trójki. Doszli do trójki, ale pogoda się zepsuła i nadzieje na śmigło prysły jak bańka mydlana. Jak dotąd to nic nadzwyczajnego. Klasyka gatunku. Zmęczeni po szczycie ludzie, osłabiona dziewczyna, spieszący się w dół Szerpowie. Słowem, dobry początek na horror w dalszej części opowiadania.

Tu też pojawiać się będzie polski akcent w osobie Pawła Michalskiego. Swoją drogą nigdzie nie mogłem się doczytać, czy wszedł na szczyt, czy nie. Ale wróćmy do Brazylijki. Więc tak. Wszyscy schodzą na dół, Szerpowie zabierają wszystko, co wartościowe, co się nie rusza i na drzewo nie ucieka. Słowem, planowy odwrót wojsk niemieckich spod Stalingradu. A tu ktoś, kto bez pomocy tlenu i medykamentów nie zejdzie, a właściwie zejdzie śmiertelnie. Trzeba było zorganizować tlen dla Cleo. Ted i Anselm  podjęli działania ale opór Szerpów, żeby zostawić tlen był ogromny. Mimo, że wyprawa, do której należała Cleo miała tlen w obozie niżej. Czyli dla takiego Szerpy, to genialny biznes. Zostawia swoją butlę wyżej, bierze inną niżej i bilans się zgadza a on nie męczy się niesieniem tego tlenu między trójką a dwójką. Czyli dla każdego myślącego człowieka ( po łacinie homo sapiens, nie homo erectus) to jest rozwiązanie absolutnie do zaakceptowania. Ale nie dla Szerpy.

Ale zatrwożonym Amerykanom udało się, siłom lub godnościom osobistom, wydębić od Szerpów, nie za darmo przecież, dwie butle dla Cleo. Problem polegał na tym, że ona wraz z eskortującymi ją Szerpami, do tych butli nie doszła. Zszedł tylko jeden z Szerpów, aby powiedzieć, że Cleo biwakuje wyżej bez picia i jedzenia. Ted i Anselm zaoferowali gaz i jedzenie, ale ku ich zdumieniu Szerpa odmówił przyjęcia pomocy. Jarmark idiotyzmów trwał. Zabrał tlen i poszedł do góry, by za jakiś czas wrócić, by powiedzieć, że Cleo odmówiła użycia tlenu. Potem wrócił do Cleo. Trochę to latanie w górę i w dół nie miało sensu. Co ja mówię trochę. Nie miało sensu w ogóle. Ale jakoś Cleo noc przetrwała.

Rano panowie podeszli do góry i zastali bałagan mentalny w głowach Szerpów i Cleo. Panowie szybko zaaplikowali jej  dexę i tlen i poszli w dół. Gehenna, można sobie to wyobrazić, to mało powiedziane. Potem nadleciał helikopter, narobił wszystkim nadziei, że wkrótce będzie po wszystkim ale nie usiadł i nie zabrał Cleo. Słowem, miało być pięknie, a było jak zawsze. Trzeba było dalej napierać na piechotę.

Cleo pozostawiona przez Szerpów (www.anselm-murphy.com)

Ted i Anselm lekko odstali od schodzących z Cleo Szerpów. Ku swemu zdumieniu, ni z tego, ni z owego, znaleźli Cleo leżącą w śniegu na 7000 m. A Szerpów, którzy powinni z nią być, ani śladu. Trochę idąc, trochę pełzając dotarli do dwójki, znajdując ją ogołoconą z namiotów. Zaś poniżej dwójki, spotkali jednego z jej Szerpów, wyczerpanego i bredzącego od rzeczy. Zapytany, dlaczego porzucili Cleo, powiedział, że im kazała. Fajnie tak wykonywać polecenia kogoś, kto ma obrzęk mózgu i z pewnością niezbyt wie, co mówi. Zresztą szybko poszedł sobie na dół, bo w takim stanie, nic by nie pomógł. Na szczęście po biwaku, będąc na tlenie stan Cleo lekko się poprawił i zaświtała im nadzieja,  że da się ją uratować. Tak też się stało i wszyscy cało dotarli do bazy, a Cleo odleciała wreszcie do szpitala. Ale to nie koniec opowieści, a tylko podłoże do tego, co było potem.

Otóż, znany z szybkiego i niewyparzonego języka Alex Gavan (Rumunia), postanowił głośno i w sposób nieskrępowany wyrazić swoje desaprobamant , do tego co się stało. Krótko mówiąc, zapewnił Szerpom zdrową opierdolkę. Oni zaś zaczaili się na niego w kuchni i chcieli mu spuścić łomot. Na to, i tu polski wątek, ułański zresztą, wkroczył Paweł Michalski. Do kuchni i z silnym argumentem w dłoni czyli z czekanem. Potem do akcji rozdzielania wkroczyli inni, co spowodowało jeszcze większe zamieszanie. W ferworze walki, jeden ze spokojnych negocjatorów oberwał za frico. Krótko mówiąc, bajzel na maksa. Skończyło się długimi nocnymi rozmowami, rozdzielaniem przeciwników i wyjaśnieniami. Jakby było co wyjaśniać. W sumie, było jak w czeskim filmie. Trochę śmiesznie, trochę strasznie a najbardziej obrzydliwie, bo jakby nie było, Cleo mogłaby tego zejścia po prostu nie przeżyć.

PS

Fajnie się takie opisy czyta w wygodnym fotelu, ale będąc na miejscu Teda i Anselma, bym osiwiał. Szacun, chłopcy, za postawę. A swoją drogą, zachęcam Pawła do napisania swoich refleksji na ten temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*