Cleo comes back

Rok temu opisałem po trosze dramatyczne, po trosze komiczne peregrynacje brazylijskiej alpinistki Cleo Weidlich po Kangchendzondze. Dla tych, których łażenie po śniegu nudzi, w skrócie tylko przypomnę, że rzeczona alpinistka usiłowała jak się wydaje popełnić zjawiskowe sepuku, wydając swoim opiekunow Szerpom tak sprzeczne polecenia, że ich doprowadziła do stanu kompletnej bezradności a siebie do stanu kompletnego wyczerpania. Cudem odratowana, złorzeczyła potem na swoich wybawców a gloryfikowała skołowanych do nieprzytomności Szerpów. Ale, wszystko skończyło się dobrze, czyli Cleo po roku wróciła w Himalaje. Za cel wybrała sobie kolejną, jej pewnie zdaniem, spoko górę, czyli Annapurnę. Od północy. Zresztą w bazie było jakoś dziwnie tłoczno. Trochę nie rozumiem takiego nagłego wzrostu popularności Annapurny. Statystyki są złe, góra jest niebezpieczna, a ludzie walą (teraz) jak po przeceny do Media Marktu. Obecnie w bazie jest zespół Hiszpanów, Chińczyków, Hindusów, Brazylijczycy i po jednym, Kanadyjczyk, Turek i jeszcze inni tacy. Do tego legion Szerpów. Jak pomyślę, że my czterokrotnie w bazie byliśmy sami, to nie wierzę. Wracając do rzeczy. Od 2010 roku na Annapurnie modna stała się droga niemiecka. Rzeczywiście, poza jednym miejscem , zwanym Crosshair Coulour, to większych zagrożeń naturalnych nie reprezentuje. Ale,….. Jedno miejsce wystarczy, żeby nogi robiły się miękkie a serce kołatało jak szalone. Popatrzcie na to!!.
http://www.donbowie.com/the-day-the-mountain-fell-part-1-2/.
My w 2010 roku też doświadczyliśmy obrywu w tym miejscu, ale w skali 5-razy mniejszej. A i tak, jeden z Hiszpanów zaklnął, machnął ręką i powiedział ( w przekładzie na polski):”pier…le, nie idę”. I zawrócił. Pewnie śnieg miał wszędzie. W genitaliach też. Znaczy, na genitaliach. Wracając do Cleo, przeczytałem na Exweb, że 24 kwietnia o 10 rano Cleo weszła na szczyt Annapurny. Teraz, razem z innymi szczytującymi (12 osób) schodzą i bardzo trzymam kciuki za zejście, bo dla Cleo to chyba jest krytyczne.
Co do innych gór, to sezon jak co roku zaczął się od wypadków na Evereście. Tym razem i jak na razie, zeszło dwóch Szerpów. Jeden wpadł do szczeliny, bo przechodząc przez drabiny nie wpiął się do poręczówki a drugi przedawkował alkohol etylowy w bazie. Smutne, ale w tym plemieniu tak jest. Genialna wydolność i słabe głowy. Nasi sobie dobrze radzą i ze spokojem obserwuje ich postępy. Byle tak dalej, to w maju zaszczytują. A ja jadę w maju w śniegi Mount Logana i już się cieszę. Bo emerytura górska to fajna rzecz, ale nudna!!!. No i mnie strasznie skręca, jak oglądam zdjęcia na stronach z miejsc, gdzie jeszcze parę lat temu byłem i widziałem i działałem.
Kibic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*